Skorzystaj z pomocy jednego z 200 naszych Konsultantów.
Finanse
Pracujemy:
pn. - pt. 8:00 - 17:00
Zadzwoń 22 270 00 00
Poradniki

Czarny czwartek – dzień w którym zatrzymała się Ziemia

Czwartek 24 października 1929 roku dał początek Wielkiej Depresji, składając w mogile zbiorowy sen o potędze. Wiara w kapitalizm, rosnące ceny akcji i łatwo dostępny kredyt zdusiły instynkt samozachowawczy milionów Amerykanów. Właśnie obchodzimy 88. rocznicę tego wydarzenia.

 

Czarny czwartek uznawany jest za dzień rozpoczynający kryzys gospodarczy na niespotykaną wcześniej skalę. Świat stanął w obliczu nieznanych wyzwań i długotrwałej depresji. Dla wielu inwestorów załamanie na giełdzie równoznaczne było z końcem ich osobistego świata. W drodze do otwartych okien ustawiały się kolejki pozbawionych złudzeń samobójców.

Masowe bezrobocie w kulminacyjnym momencie dotknęło aż jednej trzeciej siły roboczej, a 15 milionów Amerykanów pozostawało bez środków do życia. Ograniczano produkcję. Pensje zredukowane zostały średnio o 42%. Wartość handlu światowego zmalała trzykrotnie. Zbankrutowały setki przedsiębiorstw. Upadłość ogłosiło 11 000 banków. W 1932 roku  notowane na Wall Street akcje wyceniane były 20% wartości z 1929 roku.

Rachunek za Wielki Kryzys zapłaciła również partia republikańska. W 1933 roku wybory prezydenckie wygrał demokrata Franklin D. Roosevelt, deklasując swojego poprzednika Herberta Hoovera. Obietnica pobudzenia gospodarki i wprowadzenia Nowego Ładu (New Deal) dała światu nadzieję na lepsze jutro. Nastały czasy agresywnej interwencji państwa w zduszoną kryzysem gospodarkę, ale to już temat na inną historię.

Panika i strach

Był pochmurny i chłodniejszy niż zwykle dzień. Mało kto jednak zwracał na to uwagę. Gorąca krew inwestorów mieszała się z odurzającym uczuciem chciwości i strachu. Niemal ośmioletni wzrost cen akcji, napędzany swobodnym dostępem do kapitału, sprawił, że każdy mógł zmoczyć usta w źródle życiodajnej prosperity. W tabunach rozgorączkowanego tłumu, kłębiącego się tuż przed wejściem do budynku nowojorskiej giełdy, trudno było szukać przejawów opanowania.

Dzień wcześniej indeks Dow Jones Industrial Average (DJIA) odnotował ponad 4% spadek, naruszając wieloletnią wiarę w nieustanne wzrosty. Pod nogami inwestorów walały się strzępy gazet alarmujących o nadchodzącym krachu. Dla wielu było już za późno. To zaledwie migawka z Wall Street prezentująca nastroje ulicy w dniu, gdy nad gospodarką amerykańską zawisły gradowe chmury.

Skutki wielkiej depresji odczuwalne były przez niemal wszystkie kraje. Jakby było mało recesja dotknęła wielu gałęzi gospodarki jednocześnie. Topora uniknął jedynie Związek Radziecki z uwagi na gospodarkę opartą o dalekie od wolnorynkowych mechanizmy. Nie zmienia to faktu, że ZSRR przez dziesięciolecia borykał się z problemami innej natury. Sprawdźmy zatem, co było przyczyną wielkiego krachu na nowojorskiej giełdzie oraz jak przez niemal dekadę pompowano ten balon.

Ryczące lata dwudzieste

Na początek przenieśmy się do Stanów Zjednoczonych i dajmy się ponieść magii ryczących lat dwudziestych. A okres to ze wszechmiar wyjątkowy. Dekada poprzedzona bolesnymi doświadczeniami Wielkiej Wojny, upłynęła pod znakiem rozwoju gospodarczego i kulturalnej rewolucji. W klubach nocnych pogrywali Louis Armstrong i Duke Ellington, Charles Lindbergh bez międzylądowania pokonał Atlantyk, Nowy Jork stał się żyzną glebą dla drapaczy chmur, ulicami rządziły gangi. Narzekać mogli wyłącznie amatorzy mocnych trunków, gdyż od 1920 roku na terenie USA obowiązywał częściowy lub pełny zakaz produkcji i dystrybucji napojów alkoholowych.

Działający od 1913 roku System Rezerwy Federalnej (Fed) pełniący w poprzedniej dekadzie rolę dawcy kapitału na działania wojenne, w latach dwudziestych stał się dostarczycielem taniego kredytu dla mas. Dał również Amerykanom poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa. Odpowiednio prowadzona polityka i nadzór nad bankami miał być gwarancją dla interesów milionów obywateli. W końcu do celów Fed zalicza się m.in. dążenie do maksymalnego zatrudnienia, stabilności cen i systemu finansowego oraz prowadzenie polityki pieniężnej.

Livin’ la vida loca

Błyskawicznie bogacącym się Amerykanom towarzyszył szał wydawania pieniędzy, dając podwaliny pod przeżywający właściwy rozkwit w latach pięćdziesiątych, model społeczeństwa konsumpcyjnego. Bez względu na to czy ktoś dysponował własnymi oszczędnościami czy środkami pochodzącymi z kredytu, na ogół zderzał się z jasnym i precyzyjnym komunikatem – wydaj to! Kluczem do umysłów idealnie oddającym ducha tamtych czasów, było hasło wyborcze prezydenta Herberta Hoovera – „kurczak w każdym garnku i auto w każdym garażu”.

Pieniądze wydawane w sposób bezrefleksyjny i ciągły, rozgrzewały do czerwoności nabierającą impetu koniunkturę. Dużą rolę w kreowaniu poczucia wszechobecnego dobrobytu odegrali również republikańscy prezydenci, których administracja na przestrzeni dekady, aż pięciokrotnie obniżyła podatki. Ludzie pokochali domy, samochody, wyposażenie wnętrz czy luksusowe zegarki. Ford T sprzedawał się jak nigdy wcześniej. W rekordowym 1923 roku wyprodukowano aż 2 011 125 sztuk tego modelu, kiedy w 1909 roku było to zaledwie 10 666 samochodów. Zwiększający się dochód rozporządzalny sprawił, że Amerykanie zwrócili się w kierunku giełdy, gdyż tylko ona mogła być bramą do nieprzyzwoitego bogactwa.

Buying on margin – zakupy na kredyt

Wraz z przeżywającą okres rozkwitu gospodarką rozwijała się także giełda. Powodem zainteresowania rynkiem akcji nie były tylko pieniądze. Inwestowanie było modne. Stopy zwrotu sięgające kilkunastu procent miesięcznie rozpalały wyobraźnię hurtowo bogacących się Amerykanów. Nawet osoby nie posiadające wystarczających oszczędności witane były przez bankierów z otwartymi rękami.

Wszystko za sprawą mechanizmu zwanego „buying on margin”. Jego działanie opierało się na prostej zasadzie – zakup walorów wymagał od kupującego wniesienia zaledwie 10% wartości akcji. Resztę dopłacał bank. Spłatę zobowiązania oraz sowity zysk dla inwestora zapewnić miały przebijające kolejne maksima ceny notowanych na giełdzie akcji.

Wall Street ogarnęła psychoza zakupów. Masowo zadłużający się Amerykanie pompowali wyceny spółek doprowadzając do ich kolosalnego przewartościowania. W obrocie pojawiały się nawet walory nieistniejących przedsiębiorstw, lecz nie zwracał na to uwagi. Ulica poczuła łatwy pieniądz. Liczyło się tylko kupno pod zastaw posiadanych już akcji. Na oczach świata pęczniała spekulacyjna bańka. Wycena inwestycji napędzanych szybkim kredytem coraz bardziej odklejała się o realnej wartości gospodarki.

Czarny czwartek

Dopiero końcem dekady System Rezerwy Federalnej postanowił przykręcić kurek łatwo dostępnych kredytów. Próby ostudzenia rynku, poprzez dwukrotną podwyżkę stóp procentowych (1928 r. i 1929 r.), nie przyniosły spodziewanych rezultatów. Ograniczona dostępność pieniądza skłoniła banki do żądania zwrotu udzielonych kredytów. Rynek zalała fala niechcianych akcji. Sprzedawano co popadnie. Problem w tym, że nikt nie chciał kupować. W środę indeks DJIA osunął się o 4,6%. Dzień później wybuchła niekontrolowana panika.

24 października 1929 roku Amerykanie wybudzili się ze zbiorowej hipnozy. Indeks DJIA w kulminacyjnym punkcie zanurkował o 11%, jednak ostatecznie dzień zamknął się 2% spadkiem. W piątek nastąpiła stabilizacja z delikatnym wzrostem indeksu. Było to tylko preludium. Zagłada przyszła początkiem tygodnia. W czarny poniedziałek DJIA osunął się o 13%. Dzień później stracił kolejne 12%. Niedoszli milionerzy zostali nędzarzami, a wypadające z rąk kapelusze wtaczały się pod nogi współtowarzyszy niedoli.

Skalę spadków DJIA doskonale prezentuje wykres przedstawiający zmiany indeksu na przestrzeni ostatniego stulecia. Gołym okiem widać, że pęknięcie bańki internetowej (ang. dot-com bubble) z początku XXI wieku, czy ostatnie załamanie, wywołane zapaścią na rynku kredytów hipotecznych subprime, to przy Wielkiej Depresji tylko blaszane zabawki. Gospodarki po ostatnich wstrząsach odbudowywały się stosunkowo szybko. Z kolei indeks DJIA spowodowane zapaścią straty odrobił dopiero w połowie lat 50.

Czarny czwartek

***

Oceniając leżące u podstaw Wielkiego Kryzysu fundamenty, warto wnikliwym okiem spojrzeć na otaczającą nas rzeczywistość. Załamanie z 1929 roku było efektem m.in. łatwo dostępnego pieniądza, spotęgowanej konsumpcji oraz ślepej wiary w to, że ceny akcji będą nieustannie zmierzać ku niebu. Obserwując trwający od 2009 roku karnawał na Wall Street instynktownie nasuwa się tylko pytanie – nie czy, ale kiedy nadejdzie kolejne tąpnięcie?

 

Czytaj też: Czy wpadliśmy w pułapkę średniego dochodu?

Czytaj też: Bank centralny – tak robi to szef wszystkich szefów

PORÓWNAJ KREDYTY
Bartłomiej Borucki
Oceń artykuł

Komentarze:

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments