Kredyt gotówkowy za darmo – czy takie coś istnieje?

dłoń przekazująca plik stuzłotowych banknotów
Źródło obrazka: depositphotos

„Raty 0 procent!”, „Oddajesz tyle, ile pożyczasz!”, „Pożyczka zupełnie za darmo!” – to kwintesencja reklamowego przekazu. To także wabik stosowany jest przez banki, firmy pożyczkowe i znane sieci handlowe, ale czy w naturze występuje coś takiego jak kredyt gotówkowy za friko?

Podstawą prowadzenia każdej działalności gospodarczej (z wyjątkiem przypadków szczególnych, np. niektórych fundacji czy stowarzyszeń non profit) jest generowanie zysków i przeznaczanie ich na dalszy rozwój przedsiębiorstwa. Firmy kierowane rachunkiem ekonomicznym muszą pobierać za swoje usługi i towary określone wynagrodzenie. Służy ono pokryciu kosztów  wykorzystanych materiałów, wynagrodzeń pracowników, zużycia energii itp. Działalność ta ma przynieść także wartość dodaną właścicielom przedsiębiorstwa.

Nie inaczej jest w przypadku instytucji finansowych, które korzystając z pieniędzy deponentów (banki) lub środków własnych (instytucje pozabankowe) oferują kredyty lub pożyczki pobierając za swoje usługi stosowne opłaty. Na ogół jest to prowizja za udzielenie finansowania, marża, opłata za rozpatrzenie wniosku kredytowego, itp.

Skąd się więc biorą przytoczone na wstępie hasła reklamowe? Czy to zwykły blef nastawiony wyłącznie na jednorazowe pozyskanie dodatkowych klientów? Odpowiedź brzmi – i tak, i nie! Jak to w ogóle możliwe?

Pierwsza gratis

Znane marki pożyczkowe od pewnego czasu prześcigają się w oferowaniu pożyczek za darmo. Tak, na rynku występują takie oferty. Niewielkie kwoty otrzymać można na koszt pożyczkodawcy. Zadłużysz się na 2.000 zł – oddajesz dokładnie 2.000 zł. Są tylko dwa warunki – musi być to pierwsza pożyczka w tej konkretnej firmie pożyczkowej i musi ona zostać spłacona w ustalonym w umowie terminie, na przykład 30 dni. W innym przypadku zaczynają obowiązywać standardowe warunki umowy. Na ogół pobierana jest też dodatkowa opłata za opóźnienie i niedotrzymanie warunków spłaty.

Skąd ta dobra wola firm pożyczkowych? Otóż, liczą one, że proste zasady pożyczki i sprawna obsługa skłonią pożyczkobiorcę do skorzystania z usług danej firmy w przyszłości oraz polecania jej usług rodzinie i znajomym. Fakt, to dość ryzykowne założenie, więc można przypuszczać, że koszty udzielenia pierwszej – darmowej – pożyczki, wpisane są w koszty wszystkich innych pożyczek udzielanych przez daną firmę. Przy dużej skali działalności nie są to wysokie kwoty i nie wpływają one istotnie na obniżenie wyników pożyczkodawcy. Zwłaszcza, że jeśli podobny mechanizm obowiązuje w konkurencyjnych firmach pożyczkowych.

Prezent dla nowych klientów

Banki udzielające kredytów z pieniędzy powierzonych w postaci depozytów (np. osady na rachunkach, konta oszczędnościowe czy lokaty) w procesie tworzenia oferty kredytowej przestrzegać muszą wielu, często skomplikowanych, procedur. Objawia się to zazwyczaj mniej elastycznym, momentami skostniałym, podejściem do klienta. Nie oznacza to jednak, że nie zdarza się bankom kusić klientów darmowym kredytem.

Oferowane kwoty darmowego długu są niewielkie, udzielane na krótki okres i najczęściej dostępne jedynie dla nowych klientów, którzy zdecydowali się założyć rachunek ROR na określonych warunkach. To swoisty prezent „na zachętę”, podobnie jak np. podwyższone przez kilka miesięcy oprocentowanie na koncie oszczędnościowym. Istnieje spora szansa, że zainteresowany ofertą specjalną klient przekona się do usług banku na tyle, że postawi na bardziej różnorodną i długofalową współpracę.

Kosztowna codzienność

Przytoczone przykłady to jednak wyjątki. Na co dzień pożyczka/kredyt kosztują, tak, jak każdy inny produkt. „Cena”, czyli nadwyżka ponad pożyczoną kwotę, jaką trzeba oddać instytucji finansowej za udzielenie finansowania, uzależniona jest od sytuacji na rynkach finansowych, polityki wewnętrznej dawcy kapitału, okresu spłaty zobowiązania, oceny wiarygodności kredytowej potencjalnego kredytobiorcy.

Z wyższymi kosztami muszą liczyć się nie tylko, ci którzy mają negatywne wpisy w Biurze Informacji Kredytowej, ale także osoby, które nigdy nie spłacały żadnych zobowiązań. Stąd zalecenia, by nawet mimo braku potrzeb gotówkowych, korzystać z limitu w koncie czy karty kredytowej i tym samym wypracowywać sobie pozytywną „historię kredytową”.

Kredyt gotówkowy – składowe ceny

Podstawowe koszty związane z zaciągnięciem i wpływające bezpośrednio na cenę kredytu lub pożyczki to:

  • opłata wstępna/opłata za rozpatrzenie wniosku/opłata przygotowawcza, czyli koszty wszelkich działań niezbędnych do rozpatrzenia i poprawnej oceny wniosku;
  • prowizja, czyli wynagrodzenie dla dawcy kapitału, określone na ogół procentowo od pożyczanej kwoty. Wysokość prowizji uzależniona jest m.in. od klasy ryzyka danego klienta czy zastosowanych zabezpieczeń (np. hipoteka, ubezpieczenie, weksel). Dla dłużnika korzystniejszym rozwiązaniem jest zapłata prowizji z góry, niż jej kredytowanie, czyli dodanie jej do kwoty zobowiązania, od której naliczane są odsetki;
  • marża, czyli element oprocentowania powiększający stawkę bazową, np. WIBOR 3M. Jest to kolejna miara zysku instytucji finansowej tytułem udzielonego kredytu. Marża jest przeważnie stała i powinna być wyraźnie wyeksponowana w umowie kredytowej. Kredytodawca może jednak zastrzec sobie możliwość zmiany marży przy zaistnieniu określonych okoliczności, np. rezygnacji z ubezpieczenia czy nieterminowej obsługi zadłużenia.

Sprzedaj lupę

Od 22 października 2017 r. do czytania reklam produktów finansowych nie będzie już potrzebne szkło powiększające. Wprowadzone zmiany w ustawie o kredycie konsumenckim nakładają bowiem na firmy reklamujące swoje produkty obowiązek komunikowania „w sposób co najmniej tak samo widoczny, czytelny i słyszalny” zarówno danych zachęcających do skorzystania z propozycji, jak i innych elementów oferty. Dotyczy to m.in. stopy oprocentowania (z określeniem, czy jest ona stała czy zmienna), opłaty składające się na koszt kredytu (np. prowizje), całkowitej kwoty kredytu, Rzeczywistą Roczną Stopę Oprocentowania (RRSO) czy informację o ewentualnych produktach dodatkowych (np. ubezpieczenie).

Ustawodawca przewidział, że spełnienie wymogu prezentacji tak wielu danych może być kulą u nogi reklamodawców i że będą szukali sposobu “obejścia” nowych postanowień. Już wcześniej pojawiały się reklamy odwołujące się do realizacji pragnień, porzucenia ograniczeń i rozwoju pasji za sprawą kredytu lub pożyczki. Spoty te będą nadal dopuszczalne, ale będą musiały być opatrzone czytelną informacją o wysokości RRSO.

Trudne porównanie

Porównanie atrakcyjności kredytu/pożyczki nie jest łatwe. Sama wysokość raty niewiele mówi, wskazuje jedynie na miesięczne obciążenie kredytobiorcy kosztami spłaty zobowiązania. Aby precyzyjniej określić cenę, jaką przyjdzie zapłacić za kredyt lub pożyczkę, wymagana jest analiza RRSO. Do jej obliczania stosowany jest skomplikowany wzór uwzględniający wszelkie koszty związane z kredytem i zmieniającą się cenę pieniądza w czasie. Dlatego wskaźnik ten jest przydatny do porównywania ofert o takim samym horyzoncie czasowym. Trzeba o tym pamiętać podczas karmienia zmysłów reklamowym przekazem

Lepszym sposobem porównania zobowiązań na tę samą sumę, ale nieco inny okres, jest spojrzenie na całkowitą kwotę kredytu/pożyczki, jaką trzeba zwrócić bankowi czy firmie pożyczkowej. Instytucje finansowe mają obowiązek informować o niej przy przedstawianiu swojej oferty. Łatwo ją też wyliczyć – wystarczy zsumować wszystkie raty i opłaty dodatkowe. Przeprowadziliśmy symulację wysokości rat kredytu w kwocie 20.000 zł na okres 60 miesięcy. Zobowiązanie spłacane miesięcznie wraz z prowizją w ratach równych. W obliczeniach nie uwzględniono innych kosztów dodatkowych i ubezpieczenia.

 

 

Atrakcyjne oferty tylko dla dociekliwych

Firmy pożyczkowe czy banki dalekie są od filantropii, co nie powinno nikogo zaskakiwać. Jeśli nawet eksponują w swoim przekazie, że coś jest darmowe, to przeważnie rekompensują to podwyższeniem opłat za inne elementy oferty lub obowiązkiem skorzystania z dodatkowych produktów płatnych przez cały czas trwania umowy kredytowej (np. ubezpieczenie) lub bezpłatnych tylko przez krótki okres (np. obowiązkowy rachunek ROR).

Równolegle trwa “wyścig” organów nadzoru finansowego z pomysłowymi dawcami kapitału, wprowadzającymi nowe pozycje w cennikach, które nie muszą być ujmowane w obliczeniach RRSO (przepisy precyzyjnie mówią, co musi być uwzględnione przy obliczaniu tego wskaźnika).

Czy po przeczytaniu tego tekstu nadal wierzycie, że darmowy kredyt jest naprawdę powszechnym zjawiskiem? Chyba nie. Przytoczone na wstępie hasła, to najczęściej wabik, na który mają się skusić mniej dociekliwi klienci. Atrakcyjne oferty, dopasowane do potrzeb i sytuacji, znajdą tylko osoby wyjątkowo wnikliwe, gotowe zagłębić warunki oferty i porównać propozycje kilku banków lub firm pożyczkowych. 

 

Czytaj też: Rata równa czy malejąca – różnica liczona w tysiącach złotych

Czytaj też: Zróbmy sobie dobrze – pożyczki społecznościowe

Powiązane tematy

Komentarze: